Po godzinach

Cisza.

O pewnych rzeczach podobno mówić nie wypada.

W niedzielę święto wyjątkowe znów, jak co roku wsiądę do tramwaju pełnego ludzi (to jeden z nielicznych dni w roku, gdzie w Krakowie większość zdecydowanie wybiera komunikację miejską – może, dlatego, że jedzie wprost do celu – na cmentarz). Znicz jak to znicz spod ręki designera nie wyszedł, albo i wyszedł tylko autorowi, jakoś nie na rękę się podpisać. Podobno ten cały fenomen designu dnia zmarłych jest tylko u nas, taki bardzo lokalny.

Jakiś czas temu wspominałam o książce na Facebooku „Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy nie bez powodu. Na samym początku książki autor wspomina czas po śmierci ojca:  „Życie zostało podzielone na szereg zadań do wykonania. Uczucie bezradności dopadło mnie…, kiedy w zakładzie pogrzebowym przeglądałem błyszczący katalog z urnami.”

Mam takie wrażenie, że w tym temacie większości wyłączył się zmysł gustu i dobrego smaku. To prawda wybierać, w czym nie ma, a wybrać coś trzeba.

Licytacja na ilość, jak co roku element obowiązkowy. Jakby to ilość zniczy na grobie miała ułatwić naszym bliskim drogę do nieba. Co najwyżej dopełnią, a raczej przepełnią cmentarne kosze na śmieci.

O pewnych rzeczach podobno mówić nie wypada.

Z designem bywa różnie. Czasem bywa nudny w swej formie, czasem ścina z nóg, a czasem wpasowuje się idealnie w niejeden gust.

Prościej, prosto. Proszę prościej i skromniej. Znicz bez brokatu, zbędnego zdobnictwa, masy plastiku i innych extra dodatków. Proszę o prosty znicz.

Zaduszkowe smaki.

Jest taki zwyczaj w Krakowie przy cmentarzu Rakowickim w dzień Wszystkich Świętych sprzedają miodzik zwany miodzikiem tureckim. Co to? Słodka masa pokruszona na kawałki. Mój tato nigdy nie odpuszcza. Nic w tym dziwnego, bo to element tradycji, a tradycje mają swoje odrębne zasady. 🙂 Nic w tym też dziwnego, bo warto przemijanie życia osłodzić.

Jest jednak 1- go listopada jeden design nie do podrobienia. Design chwili, a może to magia chwili. Gdy już wszyscy się rozejdą, a na cmentarzu palą się tysiące, a może nawet setki tysięcy zniczy to jest to wtedy jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Widać tylko płomienie, pod nogami szeleszczą liście, a dookoła cisza.

Cisza. Na końcu pozostanie cisza.

[Zdjęcie pod tytułem prezentuje projekt nagrobka KUCSERA Péter i MAURER KLIMES Ákos z See You Projekt. I jest przykładem tego, że im prościej tym lepiej.]

sirko-14073_

autor: Karolina Michałkiewicz
foto: seeyouproject

7 comments on “Cisza.

  1. Kiedy w grę wchodzi śmierć, pojęcie designu jakoś zanika… to jest bezistotne, tak jak mówisz…
    Cementarz, kiedy świeci się tysiące zniczy na grobach, a wokół dominuje mrok jest bardzo klimatycznym miejscem do modlitwy…

  2. Ja jednak jestem za tym, aby każdy mógł wybierać i decydować o wszystkim w swoim życiu, aż po przysłowiową grobową deskę. U nas wszystko łatwo wrzucić do padkudnego wora i dla niepoznaki nazwać to tradycją. Nie mieszałabym wszystkich zagadnień związanych z tym świętem i wiadomo, że podniosłości chwili nic nie zastąpi ale wszechobecnemu kiczowi mówię NIE! Tymbardziej, że wszystko robią i powołują do istnienia ludzie – nawet te padkudne znicze i złowieszcze nagrobki.

  3. Dla mnie właśnie bezistotność czegokolwiek zaczyna się właśnie wieczorem w blasku świec, kiedy nie widać twarzy, futer, wyczyszczonych butów, baloników i sztucznych kwiatków. Widać za to nazwiska tych, którzy odeszli i słychać ciszę, tak jak napisałaś.

  4. Zgadzam sie. Grób powiniem być przstrojony skromnie, ale od serca, a nie pełno kolorowych zniczy, kwiatów, aż nie ma miejsca, żeby mieć ,,wiecej” od sąsiada obok. SMutne, ale prawdziwe. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

TOP